O tym, co przemyka przez głowę faceta w ciąży
Blog > Komentarze do wpisu
!!!Będę TATĄ!!!

Dokładnie dziś mijają trzy tygodnie od dnia, w którym dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w ciąży. Dokładnie pierwszego stycznia, kilka godzin po tym, jak złożyliśmy sobie noworoczne życzenia, miedzy innymi to, że ten 2010 rok będzie wyjątkowy i przyniesie wielkie zmiany.

Nie było szampańskiego sylwestra z zabawą do białego rana. Ostatnią noc roku spędziliśmy we dwoje (jak się później okazało, było nas już troje), przy lampce szampana i na prędce przygotowanych przekąskach, przytuleni do siebie oglądając film.

Następnego dnia obudziłem się, gdy właśnie Mi wsunęła się do łóżka i przytuliła się do mnie mocno jak jeszcze nigdy. Kilka dni wcześniej poprosiła, abym wracając z pracy, kupił jej test. Ale zaznaczyła od razu, że zrobi go jak będzie na to gotowa psychicznie, no i nie chce, żebym warował pod drzwiami łazienki w oczekiwaniu na wynik. Odpowiedziałem jej na to "Schowaj go więc tak, żebym nawet nie wiedział gdzie jest." Tak też zrobiła. I przez te kilka dni nawet o tym nie rozmawialiśmy. Gdy tak leżała obok mnie, ściskając mocno moje ramię, wiedziałem już podświadomie, że właśnie zrobiła test.

- Co się dzieje? - Zapytałem.

- Idź do łazienki - odpowiedziała.

- Zrobiłaś test?

Cisza.

- Kochanie, czy to znaczy, że jesteś w ciąży?

Nie mówiła nic, tylko leżała tak wtulona, trzęsąc się niemiłosiernie. Bez ani jednego słowa, zrozumiałem co się działo. Przytuliłem ją mocno i powiedziałem, że to wspaniała wiadomość i że ją kocham ponad wszystko.

Po tym nastąpiła sesja ściskania, płaczu, uśmiechów, pytań...Aż w końcu wybuchła płaczem, pytam co się stało, a ona na to:

- Bo ja przed świętami przecież brałam antybiotyk, pamiętasz?

- I dlatego płaczesz?

- Bo martwię się czy nie będzie to miało wpływu. Czy dziecko będzie zdrowe.

- Słonko, wszystko będzie dobrze - odparłem. Nie może być inaczej, słyszysz?

W tym samym momencie zauważyłem, jak patrzy mi prosto w oczy i się zaczyna uśmiechać. Bardzo delikatie, ale pojawił się uśmiech na jej twarzy. Nie wiem, czy to dlatego, że tak śmiesznie wyglądałem tamtego ranka, czy powoli dochodziła do siebie. I wtedy zapytała mnie:

- Dlaczego płaczesz? Nie zdałem sobie z tego sprawy, ale zaczęły mi kapać łzy.

- Ze szczęścia. To są łzy szczęścia.

Leżeliśmy tak nadal przytuleni do siebie, rozmawiając, śmiejąc się i płacząc na zmianę, nie wyszliśmy z łóżka jeszcze przez długi, długi czas. W tym momencie żadne z nas nie chciało wypuścić drugiego ani na chwilę. Skończyło się na tym, że zjedliśmy śniadanie w łóżku, wziąłem prysznic i na koniec zrobiliśmy sobie zdjęcie, razem z naszymi dwiema kreskami.

piątek, 22 stycznia 2010, ciezarowy

Polecane wpisy